DIY na Gwiazdkę: proste i szybkie sposoby na dekoracje przy użyciu lampek choinkowych!

Po długiej przerwie spowodowanej różnymi prywatnymi i zawodowymi sprawami wracam do Was z baaardzo prostym i ekspresowym projektem DIY. 
Każdy z Was ma prawdopodobnie przynajmniej jeden komplet lampek choinkowych. Jeśli nie, polecam przeszukać Allegro, hipermarkety, sklepy typu Pepco albo po prostu zajrzeć do Ikei. W grudniu lampek jest zatrzęsienie, a w przywołanych miejscach można je znaleźć w naprawdę niezłych cenach. Co do koloru - oczywiście najbardziej uniwersalne są odcienie białego. Mówię o odcieniach, gdyż na rynku dostępne są zarówno ciepłe, jak i zimne wersje. Ja preferuję te ciepłe, bo mam wrażenie, że stwarzają bardziej przytulną atmosferę. Możecie oczywiście zaszaleć i zdecydować się na jakiś kolor, a nawet wersję wielokolorową. To zależy tylko od Was. Pamiętajcie, by kolory dobierać do pozostałych elementów wystroju.

Czytaj dalej »

Zoom na Room - pożegnaj polskie beże!

Witajcie Kochani!

Tym wpisem chciałabym rozpocząć cykl wpisów pt. Zoom na Room. Będę się w nich odnosić do mojej wielkiej pasji, jaką jest urządzanie wnętrz, organizacja przestrzeni i, krótko mówiąc, tworzenie domu. Liczę, że wielu Czytelników podzieli moje zainteresowanie i z zaciekawieniem zagłębi się w temat. 

Goszcząc w polskich domach ma się czasami wrażenie, że brązy i beże to nasze nieoficjalnie narodowe barwy. W wielu domach dominują na ścianach, fotelach i dywanach. Żeby było jasne - nie mam nic do tych naturalnych kolorów, powiem więcej: sama mam w domu ściany w zimnym beżu, kawie z mlekiem, a na deser pikowaną kanapę w odcieniu gorzkiej czekolady. Kojarzą mi się bardzo deserowo i lubię czuć, jak mnie tą słodkością otulają. Ale to w gruncie rzeczy tylko tło dla amarantowych, błękitnych, turkusowych i w ogóle różnokolorowych akcentów. A ostatnio zachorowałam nawet na jakiś mocny akcent w postaci ściany w odważnym kolorze. Czemu nie? Kiedy się wprowadzaliśmy, byliśmy dość zachowawczy i powściągliwi w kwestii doboru barw. O tych zbyt szybkich i niekoniecznie udanych wyborach pisałam w poprzednim poście, do przeczytania którego gorąco zachęcam. Odkąd zakiełkował we mnie pomysł zmian, uważnie przyglądam się kolorystyce we wnętrzach dookoła i pilnie wyszukuję w sieci kolorystyczno-ścienne inspiracje.

Spójrzcie, co dotąd udało mi się znaleźć :)

Czytaj dalej »

Subiektywnie o zakupie mieszkania - ciasne ale własne?




Zakup pierwszego mieszkania mam już za sobą. Ponieważ szukaliśmy z prawiemężem czegoś za niewielkie pieniądze, stanęło na równie niewielkim metrażu - 36 m2. Kryteria, które przyjęliśmy oprócz ceny, to sąsiedztwo przystanków tramwajowych i autobusowych oraz dobre połączenie bezpośrednie komunikacją miejską z ważnymi punktami miasta, parking, oddzielna sypialnia i 3-4 piętro w niewysokim budynku. Lubimy to miejsce, ale mamy świadomość, że nie jest to mieszkanie na całe życie i że prędzej czy później trzeba będzie rozejrzeć się za większym, a to wynająć.
Owo prędzej przybliża się coraz bardziej, a ja wiem już, na co powinniśmy zwrócić uwagę oglądając nieruchomości, by mieć poczucie najlepszego wyboru.

Czytaj dalej »

7 prostych kroków do organizacji Twoich kosmetyków



W końcu! Zrobiłam porządek w kosmetykach! Surowym okiem spojrzałam na zawartość przepastnej szafki wiszącej na honorowym miejscu w mojej łazience i wywaliłam mniej więcej połowę pierdółek. Nadal są tam starocie, z którymi nie potrafiłam się rozstać, ale pewne jest, że nigdy ich już nie użyję, więc muszę się zmobilizować i raz a dobrze je pożegnać. Teraz w łazienkowej szafce mam przejrzyście, czyściutko i wszystko jest w zasięgu ręki. Mam nadzieję, że już nigdy nie powrócą czasy, gdy aby wyjąć olejek do opalania trzeba było wyciągać najpierw piankę do włosów, jakąś męską golarkę i paczkę tamponów, po czym okazywało się, że i tak kolejne pięć rzeczy samoistnie wysypuje się prosto na śmiałka, który odważył się naruszyć całą konstrukcję.

Jakie są moje wnioski i recepta na ogarnięcie bałaganu czającego się za drzwiami łazienki?

Czytaj dalej »

8 propozycji na długi jesienny wieczór




Coraz wcześniej robi się ciemno. Słupek rtęci w termometrze za oknem kurczy się z dnia na dzień. Te oznaki nadchodzącej zimy skłaniają nas do pozostania wieczorem w domu, owinięcia się kocem, umoszczenia na stercie poduszek i popijania herbaty z goździkami. Niestety, często nie mamy pomysłu na szybko ogarniającą nas nudę. Ten stan nie jest obcy również mi. Co robię, by umilić sobie ten jesienny czas?

Czytaj dalej »

Moja jesienna wishlista



Jesień już jak się patrzy. Piękne, przygaszone światło, które rozmywa kontury i nadaje kształtom delikatności. I te barwy cudowne... Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku.

Ten chłodniejszy czas nastraja mnie do głębszych przemyśleń, jednocześnie niesie ze sobą dużą dozę spokoju i wyciszenia. Ale co by nie było, na zakupy nigdy nie jest zbyt jesiennie! Co mi się marzy tej jesieni?

Czytaj dalej »

Być jak Coco Chanel


Skusiłam się i ja. I zakupiłam Księgę stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą. Pochłonęłam w zastraszającym tempie, co nie powinno dziwić żadnej kobiety, a zwłaszcza takiej, która lubi romantyczne historie pełne romansu, dobrego smaku i pereł.
Co mnie urzekło? Opowieść o niezłomności Coco, jej plan na życie i jego stanowcza realizacja. Autorka książki opisuje ją szczerze i bez ściemy, nieraz załamując ręce nad jej decyzjami. A jednak - Coco była, jest i jeszcze długo pozostanie kobietą, która współtworzyła dzisiejszy świat, świat jaki znamy.

Czytaj dalej »

Jak zdrowo jeść poza domem? 7 propozycji na lunch w pracy!

To pytanie często mnie dręczy. Rano rzadko zdarza mi się myśleć o tym, co będę jeść za parę godzin, ale gdy w ciągu dnia głód daje o sobie znać, a ja jestem zabiegana, trudno jest wybrać coś wartościowego. Przyznaję, że nieraz zdarzyło mi się sięgnąć po jakieś szybkie danie na wynos - niezbyt zdrowe, a do tego o niewiadomych składnikach. W wolnej chwili staram się wymyślać lunch na dzień następny, a ponieważ równie szybko zapominam, jak wymyślam, postanowiłam zebrać te propozycje w jakąś listę, z której będę mogła czerpać w chwilach zwątpienia ;)

Większość z tych dań można przygotować wieczorem, by rano nie stresować się upływem czasu. Dzięki temu przed wyjściem wystarczy sięgnąć do lodówki, by zapewnić sobie coś pysznego w południe :)

Czytaj dalej »

Jaką porę dnia celebrujecie najbardziej?


Dotąd nie celebrowałam żadnych chwil. Pozornie - owszem. Nieraz chciałam, by przyjęcie, wieczór z ukochanym albo samotne popołudnie spędzone z maseczką na twarzy było zorganizowane jak najlepiej. Niestety, zazwyczaj byłam tak sfokusowana na to, by sam zaplanowany przebieg był perfekcyjny, że nie potrafiłam skupić się na ważnych rzeczach - na atmosferze, na uśmiechach, na zapachu jedzenia, świec czy choćby mydła do rąk. Zawsze potem czułam oczywiście niedosyt. A dlaczego? Dlatego, że w rzeczywistości mało kto potrafi celebrować każdą chwilę, rozkoszować się każdym uśmiechem, każdym kęsem posiłku...

Czytaj dalej »

Przyjemnie mi!

Witajcie!

Cała przyjemność po mojej stronie! Mam nadzieję, że i Wy odnajdziecie tu swoje drobne przyjemności. Zdecydowałam się założyć tego bloga, ponieważ każdy mój dzień od jakiegoś czasu zdawał się być taki sam. Każdy zaczynał się pośpiesznym porankiem oglądanym zaspanymi oczami. Potem szybko do pracy, drożdżówka z piekarni pod domem jedzona na przejściu dla pieszych w drodze na tramwaj, potem szybka kawa i do roboty. Dzień mijał na pracy, w przerwach głupie żarty... nic konstruktywnego. Liczył się tylko wynik, wynik, wynik. Kiedy kończyłam pracę, miałam tego dnia tak serdecznie dość, że ostatnie na co mogłam wykrzesać siły, to prędkie, znużone zakupy, polegające na bezładnym wrzucaniu artykułów spożywczych do koszyka. Kiedy już znalazłam się w domu, po prostu wyciągałam się cała wzdłuż na kanapie i włączałam telewizor, oczywiście zajadając jakieś świństwo z kartonika albo plastikowego kubeczka. Nie wiadomo kiedy, cały wieczór przelatywał mi przez palce, a potem późno szłam pod prysznic i nie pozostawało nic innego jak położyć się spać. I tak codziennie. Weekendy oczywiście w poniedziałek i wtorek wydawały się być zbawieniem - planowałam z wyprzedzeniem, co się wydarzy w niedzielę, gdzie wybiorę się w sobotnie popołudnie. Zazwyczaj kończyło się tak, że cały dzień nie mogłam pozbierać się do wyjścia z domu i... nadchodził wieczór.

Czytaj dalej »