Jaką porę dnia celebrujecie najbardziej?


Dotąd nie celebrowałam żadnych chwil. Pozornie - owszem. Nieraz chciałam, by przyjęcie, wieczór z ukochanym albo samotne popołudnie spędzone z maseczką na twarzy było zorganizowane jak najlepiej. Niestety, zazwyczaj byłam tak sfokusowana na to, by sam zaplanowany przebieg był perfekcyjny, że nie potrafiłam skupić się na ważnych rzeczach - na atmosferze, na uśmiechach, na zapachu jedzenia, świec czy choćby mydła do rąk. Zawsze potem czułam oczywiście niedosyt. A dlaczego? Dlatego, że w rzeczywistości mało kto potrafi celebrować każdą chwilę, rozkoszować się każdym uśmiechem, każdym kęsem posiłku...


Ostatnio polubiłam poranki. Ponieważ ja pracuję zawsze w tych samych godzinach, a mój narzeczony wstaje bardzo różnie, nasze poranki codziennie są inne. Często jest tak, że uda nam się zjeść śniadanie razem i delektować się pobudzającym aromatem świeżo parzonej kawy. W takie dni jedno z nas filtruje wodę i napełnia kolbę, by następnie napełnić ulubione kubki tym czarnym napojem, podczas gdy drugie kroi pomidory, układa kanapki, sieka, miesza i przyrządza. Potem siadamy przy stole i pozwalamy sobie na błogi kwadrans w doborowym towarzystwie naszej dwójki.
Ale miewam też samotne poranki, gdy prawiemąż jeszcze słodko śpi. Wtedy zamiast zwykłego ekspresu ciśnieniowego używam włoskiej kawiarki, bo nie hałasuje tak bardzo w naszym małym mieszkanku, a kawa wychodzi bardziej intensywna, choć bez charakterystycznej pianki. Lubię przyjrzeć się dokładnie, co się dzieje za oknem - uwielbiam dni, gdy pogoda jest zimna i ponura, a ja mam w dłoniach ciepły kubek, a na ramionach przytulny sweter. Między innymi dlatego właśnie tak uwielbiam jesień. Bardzo sobie cenię te cichutkie chwile, które spędzam sama ze sobą. To czas dla moich myśli, które swobodnie mogą ułożyć się w plan rozpoczynanego dnia albo poszybować w przeszłość lub przyszłość.
Być może brzmi to zbyt perfekcyjnie, zbyt idealnie. Ale możecie mi wierzyć - znalezienie dla siebie paru chwil CODZIENNIE, bez żadnych wyjątków! to naprawdę absolutne minimum, które powinniśmy zapewnić samemu sobie. Spędźcie te chwile jak tylko chcecie, ale niech należą do Was w pełni. Jeśli to będzie wieczorny seans filmowy z ukochanym - cudownie! Wybierzcie odpowiedni film, ułóżcie poduszki tak jak lubicie, rozgośćcie się na kanapie i wsiąknijcie całkowicie w atmosferę, którą stworzyliście. Nie przejmujcie się drobiazgami, nie starajcie się, by wszystko było perfekcyjne; jeśli przez przypadek wychlapiesz odrobinę herbaty, uśmiechnij się i wzrusz ramionami - na ciemnym nie widać plam ;)
A jaki film na dziś? Wypożyczcie w internecie film o sile, niezłomności i ogromnej wrażliwości... "Coco Chanel". Poruszające sceny, bardzo mądre momenty, niezwykle świadoma gra mojej ukochanej Audrey, a w roli wisienki na torcie - zakończenie pełne wyrazu i treści. Bawcie się dobrze z Coco!