Subiektywnie o zakupie mieszkania - ciasne ale własne?




Zakup pierwszego mieszkania mam już za sobą. Ponieważ szukaliśmy z prawiemężem czegoś za niewielkie pieniądze, stanęło na równie niewielkim metrażu - 36 m2. Kryteria, które przyjęliśmy oprócz ceny, to sąsiedztwo przystanków tramwajowych i autobusowych oraz dobre połączenie bezpośrednie komunikacją miejską z ważnymi punktami miasta, parking, oddzielna sypialnia i 3-4 piętro w niewysokim budynku. Lubimy to miejsce, ale mamy świadomość, że nie jest to mieszkanie na całe życie i że prędzej czy później trzeba będzie rozejrzeć się za większym, a to wynająć.
Owo prędzej przybliża się coraz bardziej, a ja wiem już, na co powinniśmy zwrócić uwagę oglądając nieruchomości, by mieć poczucie najlepszego wyboru.


  • Balkon. Bardzo mi go brakuje obecnie, bo marzę o tym, by móc w letni poranek wyjść sobie na niego z potarganymi włosami i kubkiem kawy i powąchać zioła zasadzone w doniczkach. Pod wieloma względami jest to naprawdę ważne, bo mieszkanie pozbawione balkonu po jakimś czasie nasuwa myśli o siedzeniu w klatce.
  • Przestronny przedpokój. Nasz obecny jest naprawdę malutki, co sprawia, że goście przed wyjściem kotłują się i szturchają, a witać i żegnać muszą się albo w salonie, albo już za drzwiami. Poza tym przez przedpokój trzeba przejść, by dostać się do łazienki, a to sprawia, że nieustannie depcze się po butach i zahacza o kurtki. Większy przedpokój, koniecznie z miejscem na niewielką chociaż szafę, w której zamieszkałyby kurtki i część butów i torebek, to absolutny must have.
  • Dodatkowy pokój z myślą o powiększeniu rodziny. Obecnie dysponujemy oddzielną niewielką sypialnią oraz większym pokojem przechodnim, który pełni funkcję salonu, jadalni, pokoju gościnnego oraz trochę garderoby. Przynajmniej jeden pokój ponad to na pewno kiedyś się przyda.
  • Pokój dzienny, który pomieści wszystkie nasze książki. Ten księgozbiór ciągle się powiększa, więc trzeba liczyć się z tym, że musimy przewidzieć na niego trochę miejsca.
Każdy z nas ma marzenia. Gdyby choć część tych moich marzeń mieszkaniowych się spełniła, byłoby nieźle :)
  • Garderoba. Jest ona gdzieś na końcu mojej listy "chcę", ale gdyby była, to na pewno byłaby dobrze zagospodarowana.
  • Klimatyzacja. Ponieważ podczas wykańczania obecnego mieszkania bardzo się spieszyliśmy, nie zrealizowaliśmy marzenia o zainstalowaniu klimatyzacji. Teraz co roku w upalne letnie miesiące wyrzucamy sobie to zaniedbanie, bo w dużym mieście lato potrafi być naprawdę gorące, a jeśli do tego dołożymy jeszcze egzaminy podczas letniej sesji, to mamy uprażonych mieszkańców Krakowa czekających na poprawki we wrześniu. A niech nie daj Boże odwiedzi nas kilka osób  - robi się ścisk i smażalnia, z której chce się uciekać na biegun.
  • Czasami mam wielką ochotę na wyspę kuchenną i z zazdrością oglądam zdjęcia takich wysp w internecie. Jednocześnie muszę przyznać, że nasza maleńka kuchnia jest tak świetnie zagospodarowana, że coś większego to byłaby tylko fanaberia :)
  • Łazienka, w której będę się czuła po francusku. Tą, która skradła moje serce, możecie zobaczyć tu.
  • Kominek. Któż nie marzy o chłodnych wieczorach spędzanych przy trzaskającym ogniu i migoczących wesoło płomieniach? :)



Podsumowując, choć wiele z moich "chcę" jest bujaniem w obłokach (jak wielu młodych Polaków musimy liczyć się z tym, że każdy kredyt trzeba kiedyś spłacić, więc nie można stawiać przed sobą zbyt wysokich murów), to warto jednak solidnie przyjrzeć się swoim potrzebom i ustalić priorytety. Jeśli nie kupujemy mieszkania w większym mieście, gdzie jest kilka uniwersytetów i sporo pracy dla młodych ludzi, to musimy pamiętać, że możemy mieć kiedyś problem z wynajęciem go za odpowiednią sumę i konieczna będzie uprzednia sprzedaż lub zamiana. Wtedy lepiej kupić raz a dobrze. Natomiast jeśli czujemy, że nieruchomość w danej lokalizacji jest pod tym względem dobrą inwestycją, można zaryzykować tak jak mój prawiemąż i ja i kupić coś na start, by potem po prostu "dokupić" większy metraż :) Tak czy siak, trzeba spojrzeć a wszystko rozsądnie i nie zapominać o starannym wyborze banku, który ma udzielić nam kredytu. Warto wziąć pod uwagę różne ewentualności: możemy bowiem w przyszłości mieć problemy finansowe i jakiś "chudy" okres w życiu, ale także może czeka nas większy przypływ gotówki, a wtedy warto zostawić sobie otwartą furtkę na nadpłacenie kredytu bez prowizji i dodatkowych kosztów.




Chcieliśmy mieć zagospodarowany każdy kąt od początku i, zamiast gruntownie przemyśleć każdy zakup, kupowaliśmy na łapu-capu. Przyznaję, że niektóre spontaniczne zakupy mogą być bardzo udane, niestety generalnie radzę przemyśleć każdą większą inwestycję typu szafa czy kanapa. Musi być funkcjonalnie i estetycznie, a taki efekt można osiągnąć jedynie wówczas, gdy przemyśli się każdy centymetr i kolor. Kierujmy się też swoim własnym gustem i nie ulegajmy chwilowym trendom - kupujmy to, co naprawdę podoba się właśnie nam. Jeśli tej ślicznej komody w ślicznym turkusowym kolorze nie zmieścimy między szafą a łóżkiem, poszukajmy mniejszej lub przeróbmy taką w odpowiednim rozmiarze, malując ją na odpowiedni kolor i dodając urocze gałki. Nie starajmy się na siłę umieścić jej tam, gdzie planowaliście postawić regał na książki czy zawiesić telewizor. Ma być idealnie, bo prowizorka skonstruowana na szybko prędzej czy później zacznie wołać o poprawki. A to są kolejne bezsensowne koszty i nerwy.
To samo dotyczy dodatków i dekoracji. Setki razy natkniemy się jeszcze na piękne zasłony, poduszkę albo flakonik, więc kupowanie wszystkiego od razu sprawi, że zagracimy sobie przestrzeń. Ponadto takie stopniowe gromadzenie przedmiotów tworzy we wnętrzu niepowtarzalną atmosferę i sprawia, że mieszkanie staje się Waszym domem. Nie traktujcie swojej przestrzeni jak planu popularnych programów wnętrzarskich, gdzie w kilka dni pomieszczenie urządzane jest na tip top i każdy zakamarek jest czymś wypełniony. Pozwólcie mu się tworzyć. I cieszcie się każdym nowym nabytkiem.

Czy nie żałuję, że mając dwadzieścia lat wpakowałam się w kredyt mieszkaniowy na ponad drugie tyle? Absolutnie. Mam świadomość, że inwestuję w coś swojego i że pieniądze, które do tej pory przeznaczałam na wynajem, teraz co miesiąc pomniejszają mój dług. Oczywiście, wiąże się to z jakimś tam ryzykiem, ale powiedzmy sobie szczerze - tak czy inaczej gdzieś zawsze będę musiała mieszkać.