Zoom na Room - pożegnaj polskie beże!

Witajcie Kochani!

Tym wpisem chciałabym rozpocząć cykl wpisów pt. Zoom na Room. Będę się w nich odnosić do mojej wielkiej pasji, jaką jest urządzanie wnętrz, organizacja przestrzeni i, krótko mówiąc, tworzenie domu. Liczę, że wielu Czytelników podzieli moje zainteresowanie i z zaciekawieniem zagłębi się w temat. 

Goszcząc w polskich domach ma się czasami wrażenie, że brązy i beże to nasze nieoficjalnie narodowe barwy. W wielu domach dominują na ścianach, fotelach i dywanach. Żeby było jasne - nie mam nic do tych naturalnych kolorów, powiem więcej: sama mam w domu ściany w zimnym beżu, kawie z mlekiem, a na deser pikowaną kanapę w odcieniu gorzkiej czekolady. Kojarzą mi się bardzo deserowo i lubię czuć, jak mnie tą słodkością otulają. Ale to w gruncie rzeczy tylko tło dla amarantowych, błękitnych, turkusowych i w ogóle różnokolorowych akcentów. A ostatnio zachorowałam nawet na jakiś mocny akcent w postaci ściany w odważnym kolorze. Czemu nie? Kiedy się wprowadzaliśmy, byliśmy dość zachowawczy i powściągliwi w kwestii doboru barw. O tych zbyt szybkich i niekoniecznie udanych wyborach pisałam w poprzednim poście, do przeczytania którego gorąco zachęcam. Odkąd zakiełkował we mnie pomysł zmian, uważnie przyglądam się kolorystyce we wnętrzach dookoła i pilnie wyszukuję w sieci kolorystyczno-ścienne inspiracje.

Spójrzcie, co dotąd udało mi się znaleźć :)




Dla amatorów spokojnego otoczenia - nienasycone barwy w połączeniu z szarością "porządkują" niejako wnętrze, jednocześnie dodając mu luksusu i klasy. Taki trochę beż w wydaniu blue ;)


Ten kolor zapiera dech. Nie mam odczucia, że wysuwa się na pierwszy plan, bo nie jest mocno nasycony, a lekko wyblakły. Ale mimo wszystko jest dość wyrazisty i nadaje ton dodatkom i dekoracjom. Do tego abażur, storczyk i cudowna, iście królewska pościel - mniam!


A tutaj dowód na to, że mocny i ciemny kolor ściany wcale nie musi determinować całego wystroju wnętrza. Świetnie daje wybrzmieć również jego innym elementom, w tym wypadku czerwonym krzesłom (nie sądziłam, że czerwony może tak dobrze wyglądać na tle fioletu). Mimo wszystko, chyba nie zdecydowałabym się na pomalowanie tak ciemnym odcieniem farby większych powierzchni. Jedna ściana w zupełności wystarczy, przynajmniej jeśli chodzi o niewielkie mieszkanie w bloku...



I proszę, jedna ściana w mocniejszym kolorze wygląda znakomicie. W tym pięknym pokoju ktoś odważnie zestawił z nim delikatny błękit, co wydaje mi się być dość ryzykownym, ale baaardzo udanym wyborem. Sądzę też, że wybór ściany nie jest tu przypadkowy - ciemniejszy i mocniejszy kolor optycznie skraca pomieszczenie, wyrównując proporcie. Zgrabne rozwiązanie - sama mam wielką ochotę na taki eksperyment!


Róż - w tym wydaniu bardzo kobiecy, bo hojnie powtarza się na narożniku i poduszce, w dodatku zestawiony został z uroczym fotelem, na którym jakoś nie widzę żadnego prawdziwego mężczyzny ;) Niejmniej jednak nie jest to kolor zarezerwowany wyłącznie dla kobiety - sądzę, że w tak delikatnym wydaniu na ścianie odnajdzie się też jej mąż ;) Nie podoba mi się tutaj jednak ten dywanik w nieokreślonym musztardowym kolorze - ja chyba zaryzykowałabym czerń albo ciemny grafit, żeby unowocześnić całość.


Dla amatorów delikatnych pasteli i uroczych, dziewczęcych dodatków. Ten odcień robi wrażenie bardzo spokojnego i wyciszającego. Zwróćcie uwagę, że, mimo iż barw i wzorów jest tu naprawdę sporo, choćby w postaci poduszek na sofie, jest naprawdę spójnie i odprężająco. Obawiałabym się tylko tego, że taka ilość pasteli na dłuższą metę będzie mdła.


Wybrałam tylko nieliczne ze zgromadzonych przeze mnie zdjęć, gdyż mimo to wpis znacznie się rozrósł. Mimo to chcę Was uraczyć jeszcze jedną propozycją dla prawdziwych koneserów ściennych wariacji. Zobaczcie sami:







Zakochałam się w tych malowidłach. Są takie szczegółowe i dopracowane... Rozpaczam nad brakiem stosownych umiejętności, by stworzyć coś takiego we własnym domu. Ale zastanawiam się, czy szkic na arkuszu przezroczystego plastiku, a potem rzut na ścianę za pomocą rzutnika nie pomógłby w namalowaniu czegoś podobnego. Przynajmniej na wybranym kawałku ściany, bo nie porwę się chyba nigdy na takie wielkoformatowe projekty jak na 1. czy 2. zdjęciu. 
Ostatnie zdjęcie pochodzi z restauracji Alpino należącej do naszych znajomych, jeszcze w starej lokalizacji. Obecnie przenieśli się w inne miejsce i bardzo mi żal, że owe dekoracje musiały zostać - były naprawdę przepiękne...Wszystkim mieszkańcom Krakowa i okolic żądnym rewelacyjnych smaków polecam to miejsce :)

Zostawiam Was z tą ścienną sytuacją, by na poważnie zaplanować rewolucję kolorystyczną we własnym domu. Mam nadzieję, że prawiemąż nie będzie zbytnio narzekał, ale w razie czego ściany z czasem przecież się brudzą... ;)


P.S. Post odczekał kilka dni zanim został opublikowany i muszę Wam zdradzić, że jestem właśnie w trakcie spełniania zachcianki na ręcznie malowaną ścianę - rąbka tajemnicy uchylam na Instagramie, zapraszam :)


źródło zdjęć:
 1-10 pinterest.com
11 alpinorestaurant.pl