Proste sposoby na zaliczenie sesji - łatwo być studentem!



Każdy z nas jest lub był uczniem. Mówi się, że te lata są najszczęśliwszymi w życiu. Bo cóż jest bardziej beztroskiego niż nauka przeplatana spotkaniami z przyjaciółmi, imprezami i błogim leniuchowaniem do południa? Jednak każdy, kto kiedykolwiek doświadczył sesji wie, że bywają i takie chwile w życiu studenta, kiedy praca w kamieniołomie brzmi jak wakacje. I choć większość z nas wie, że nie ma spiny, są drugie terminy, to nie ukrywajmy - oblanie pierwszego terminu sprawia, że gorączkowe przygotowania do poprawki nieodłącznie wiążą się z ogromną dawką stresu. No, chyba, że nie przywiązujemy wielkiej wagi do upływu czasu i możemy poświęcić na studiowanie o kilka lat więcej niż przewiduje siatka studiów ;)
Jak więc zapewnić sobie spokojny czas pomiędzy pierwszym a drugim terminem? Co zrobić, by, gdy nadejdzie godzina zero, pewnym krokiem wejść do gabinetu profesora i ze spokojem wylosować zestaw pytań, na które znamy odpowiedź?


Jestem studentką. Parę lat temu wybrałam sobie dość trudny kierunek studiów, który w dodatku kończy się dopiero po pięciu latach obroną pracy magisterskiej. Nieraz zdarzały mi się poślizgi w postaci poprawki wrześniowej czy marcowej. Wiem, że jest to nieodłączny element studiowania. Wiem też, że nie wolno poddawać się w przedbiegach. Co robię, by jak najlepiej przygotować się do zaliczenia i wyjść z tej potyczki obronną ręką?




1. Chodzę na pierwsze terminy. Zawsze. Jeśli to możliwe, wybieram się też na zerówki, które, jeśli profesor jest prostudencki, bywają bez konsekwencji, co stwarza mi dodatkową szansę. Nawet jeśli nie jestem przygotowana, podejmuję próbę.

2. Jeśli nie siadły mi pytania, odpowiadam mimo to. Mówię wszystko, co wiem, co mi się kojarzy. Nie poddaję się. Jeśli to nie wystarczy, proszę o pytanie dodatkowe. Mam świadomość, że nie każdy profesor jest przychylny - są tacy, którzy nie zadają żadnych pytań pomocniczych. Ale spróbować zawsze warto.

3. Jednak porażka? 2 w indeksie bije po oczach? Nie chowam się w łazience ze łzami w oczach! Zostaję pod salą i zapisuję pytania, jakie padły do tej pory. Wielu egzaminatorów ma swój ulubiony zestaw pytań, które powtarzają się na każdym terminie. Warto przygotować się do odpowiedzi na nie.

4. Proszę osoby, które zdały, by użyczyły mi swoje notatki i materiały, z których się uczyły. Skoro udało im się zdać, na pewno znajdę tam coś pożytecznego. Wierzcie mi, że na studiach niestacjonarnych w większości albo się nie znamy, albo są to jedynie znajomości przelotne, z widzenia. Mimo to nie spotkałam się jeszcze z odmową. Każdy chętnie pomaga, zwłaszcza po takim sukcesie ;)

5. Wraz z innymi studentami omawiam kwestie, które są dla mnie zagadką. Jak to mówią, co dwie głowy to nie jedna. A im więcej, tym lepiej, bo nad trapiącym nas tematem można zrobić burzę mózgów i znaleźć właściwe rozwiązanie.

6. Nierzadko na forach internetowych znaleźć można testy z ubiegłych lat, które najczęściej w dużej mierze się powtarzają. Warto przyswoić sobie poprawne odpowiedzi na zadane w nich pytania, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że wykładowca ma lepsze sposoby na spędzanie wolnego czasu niż układanie co roku nowych testów w kilku różnych wariantach dla dwóch czy czterech grup. 

7. Wykorzystuję wszystkie możliwości - pytam, czy istnieje dopytka, może nieformalna, sonduję tą kwestię wśród innych studentów i wybieram się na dyżur, by chociaż zobaczyć swoją pracę. Zdarza się, że podczas omawiania testu znajdzie się jakiś punkcik czy dwa, które podniosą ocenę do oczekiwanego poziomu.

Niezależnie od wszystkiego pamiętajcie, że każdy przedmiot można zdać... prędzej lub później ;)