HISTORIA Z UKRYCIA

Minął drugi tydzień wyzwania fotograficznego. Tym razem temat nie był oczywisty - chodziło o uwiecznienie na fotografiach jakiejś historii z ukrycia. Można to interpretować na wiele sposobów i jest to jednocześnie ułatwienie, jak i dodatkowa trudność... Długo myślałam więc o tym, jaką historię powinny opowiedzieć moje zdjęcia. Myślałam, aż wybrałam się na weekend do Krynicy, miejsca w którym się urodziłam i spędziłam całe dzieciństwo. Pogoda dopisała i mogliśmy cieszyć się świeżym powietrzem na działce, a ogrom zieleni rozświetlony przez promienie słoneczne przywiódł na myśl wspomnienia... Wróciły chwile, gdy jako mała dziewczynka podglądałam rozwijające się kwiaty, rosę na trawie, krople deszczu na liściach jaśminu... Całe wakacje spędzałam z Babcią na działce, a jeśli pogoda dopisała, byłyśmy tam już z samego rana, mocząc tenisówki rosą. Nawet obiad na działce smakował wówczas niesamowicie - często była to po prostu żółciutka fasolka szparagowa zerwana chwilę wcześniej z grządki. Albo niezapomniany makaron z białym serem i cukrem... Mniam!

Od tej pory zmieniło się wiele. Ale jedno pozostało takie samo - nadal uwielbiam z ukrycia podglądać, jak ten ogrom zieleni żyje własnym życiem... Zobaczcie sami!














Czytaj dalej »

MÓJ DZIEŃ W 8 ZDJĘCIACH

Co robić, gdy motywacja odeszła w siną dal? Gdy pomysły wręcz Cię rozpierają, ale nie możesz zebrać się w sobie i spojrzeć na nie przez obiektyw aparatu? A może przeciwnie - nie masz od dawna żadnej świeżej koncepcji, ale czujesz, że wypadałoby naładować baterię w aparacie i działać?

Nie będę się usprawiedliwiać. No, może odrobinkę. Ale prawda jest taka, że gdy pod sercem rośnie nowe życie, to czasem po prostu się nie chce. Często. Częściej.

I wtedy właśnie Magda Mizera na swoim blogu ogłosiła konkurs! Czemu postanowiłam wziąć udział? Konkurs jest podzielony na tygodnie, jest pewien określony termin, w którym trzeba się zmieścić, a na deser jest nagroda :) Tą więc metodą kija i marchewki postanowiłam uruchomić ukryte głęboko ogromne pokłady motywacji, a owocem tej wewnętrznej walki jest dzisiejszy post, w którym poprzez zdjęcia przybliżę Wam mój typowy dzień #wieczniegłodnejiniewyspanej i #zmęczonejniewiadomoczym #niedługojużmamy :)




Jeśli wydaje Wam się, że ciąża to idealny moment na zmianę nawyków żywieniowych, początek dbania o siebie od wewnątrz i ogólna rewolucja w lodówce, to... tylko częściowo macie rację. Ja od czasu do czasu nie mogę sobie odmówić rozpoczęcia dnia od ciasta zamiast zdrowego koktajlu. Zwłaszcza w sezonie, kiedy półki sklepiku osiedlowego aż wyginają się pod ciężarem truskawek, czereśni, rabarbaru i innych pyszności! Do tego kawa z chemexa z dużą ilością spienionego mleka i można podbijać świat! :)




Jak już wymościłam sobie grajdołek w samym środku łóżka, to nie zamierzam prędko z niego wyjść! Tajniki pięknych zdjęć zgłębiam więc w przytulnej pościeli, zaczytując się w bardzo rzetelnie i estetycznie przygotowanym przez Magdę kursie. Tak, leżenie do południa w łóżku to jeden z niewątpliwych plusów ciąży... A huśtawka nastrojów gwarantuje nietykalność - niech no ktoś spróbuje mi przeszkodzić! ;)




Ale nic nie trwa wiecznie... Pogoda za oknem kusi, a mąż zbiera się w sobie i odważnie proponuje opuszczenie przytulnego grajdołka celem wyprawy do lasu.




Nawet nie wiecie, jak ciężko jest się odpowiednio ubrać w ciąży! Jest tyle warunków do spełnienia: musi być wygodnie, przewiewnie i adekwatnie do pogody, w dodatku trzeba wyglądać i czuć się w tym dobrze, ale nade wszystko - trzeba się w tego ciucha zmieścić...!




Kiedy już we włosy nałapiemy odpowiednią liczbę małych natrętnych muszek, buty mamy odpowiednio zakurzone i jesteśmy szczęśliwi i pozytywnie zmęczeni, pora wracać. To chwile dla naszej trójki (tak!). Tworzymy album, w którym staramy się zachować te wspaniałe przeżycia towarzyszące oczekiwaniu na Zosię. Dokumentujemy tam jej rozwój od samego początku, umieszczamy zdjęcia z każdego USG, opisujemy ważne wydarzenia... Przyjemnie będzie wrócić do tych chwil za kilka lat i uśmiechnąć się znów, już we trójkę :)




Kiedy nadchodzi wieczór, warto zwolnić. Nie patrzeć na zegarek. Zagrać w grę przerywając ją głośnymi wybuchami śmiechu. Porozkoszować się smakiem lata zamkniętym w kubku pełnym wspaniałego kompotu agrestowego. Po prostu pobyć sobą...




...a kiedy idziesz do kuchni po dokładkę kompotu zauważasz, że nie tylko Ty wyznajesz zasadę hygge wieczorów - inni też moszczą sobie przytulne gniazdko i z wystawionym jedynie koniuszkiem noska obserwują przemijający dzień...




Na sam koniec jeszcze jeden ciążowy fakt: kiedy cały dom już śpi, kiedy mąż obok równomiernie pochrapuje i nawet tramwaje jeżdżą jakoś ciszej... Czasem nie można zasnąć. Często nie można zasnąć. Można sobie w zamian snu poczytać. I wiecie co? To wcale nie jest żaden kompromis ;)
Czytaj dalej »